Teksty (Reklama: prezent na walentynki ,)

Poniedziałek, między pierwszą a drugą nad ranem Moje obawy okazały się bezpodstawne. Nie zauważyłem śladu pożaru, nie było żadnego czerwonego blasku i nie dochodził żaden niepokojący odgłos. Nie można było jednak wykluczyć, że gdzieś wewnątrz samolotu, być może w jego skrzydłach, tli się iskra, która w zetknięciu z benzyną czy olejem może zmienić wrak w ogromne ognisko. Wichura pomogłaby wówczas płomieniom. Na szczęście nic takiego się nie stało. Widocznie pilot pomyślał o wyłączeniu kontaktu i z pewnością nie zapomniał zamknąć przewodów doprowadzających paliwo do silników. Jackstraw podłączył reflektor do suchej baterii i podał mi go. Przekręciłem kontakt. Wąski strumień światła przeciął ciemności nocy. Odwróciłem reflektor najpierw na prawo, a potem powoli przesunąłem go w lewo. Nie dostrzegłem koloru samolotu i jego znaków rozpoznawczych. Wszystko pokryła cienka warstwa szronu, odbijająca światła reflektora niczym lustro. Ogon był nienaruszony. Tak samo górna część kadłuba. Natomiast jego dolna część, leżąca na wprost nas, była zgnieciona. Lewe skrzydło wznosiło się pionowo w górę. Samolot wydawał się mniej uszkodzony, niż myślałem.Rano

(Reklama: , klamki , Telewizory LCD )