Teksty (Reklama: ,)

Zadawałem sobie już pytanie, co mamy robić dalej, gdy nagle wszyscy razem wpadliśmy do rowu głębokości około czterdziestu centymetrów i szerokości ponad trzech metrów. Tego właśnie szukaliśmy. Bez wątpienia była to droga samolotu. Dziwny przypadek sprawił, że znaleźliśmy się w miejscu, w którym samolot dotknął lądowiska, a raczej ukąsił je. Na lewo, na zachód, powierzchnia lodu była dziewicza, bez żadnych śladów. Gdybyśmy przeszli trzy metry obok punktu, nie zauważylibyśmy nic. Rów, ciągnący się w kierunku wschodnim, pogłębiał się szybko, a lód był zryty jak po przejściu gigantycznego pługa. Należało przypuszczać, że spód samolotu został rozdarty. Kilka metrów na wschód, na prawo od rowu, znajdowały się dwa równoległe, głębokie rowki. Były to niewątpliwie ślady obracających się jeszcze śmigieł. Samolot po zetknięciu się z lodem musiał wpaść w poślizg. Oświetliliśmy horyzont przed nami jeżeli panujące dookoła ciemności można było nazwać horyzontem i wówczas zobaczyliśmy wszystko.

(Reklama: , kolektory słoneczne , kredyt gotówkowy )